| 17.01.2004 |
| Wpisany przez Oreł |
| Poniedziałek, 19 Styczeń 2004 14:56 |
|
Dziennik oficera naukowego, data gwiezdna [-29]1533.3987 W sobotę 17 stycznia 2004 roku, około godziny 17:50 wkroczyłem wraz z TV-isem na teren Starego Rynku. Przy Rdzeniu Warp spotkaliśmy Blankę. Tak, tylko Blankę. Spotkanie to charakteryzowało się bowiem przez cały czas swego trwania niską liczbą uczestników. Pod Pręgierzem dołączyła do nas Iwona (zasymilowana przez Blankę), Dante, Kazah, Mirek i Tomaj. W drodze do KFC spotkaliśmy Ka2. W samym lokalu dołączyli jeszcze Beyonder i Rattlerr. Nikt więcej się nie pojawił, a Ka2 i Mirek musieli dość szybko nas opuścić. Po pewnym czasie wyszły również osoby mieszkające poza Poznaniem - Iwona, Teroi Orel i Tomaj. Do końca spotkania dotrwało więc tylko sześć osób. Pobyt w KFC rozpoczął się, jak zwykle, od zaopatrzenia się w pożywienie. Monotonię kulinarną naszych spotkań złamało nowe danie znane pod nazwą "okura". Potrawa ta, o której w drodze do lokalu wypowiadał się wielokrotnie Kazah, składa się z ryżu i dodatków, którym nie przyglądałem się zbyt dokładnie. Aby nikt nie pomyślał, że jesteśmy normalni, zaczęliśmy przeglądać trekowe czasopisma z okrętami na rozkładówkach. Ja i TV-is dostrzegliśmy tragiczny skutek niskiej frekwencji - byliśmy jedynymi graczami CCG, co nie rokowało dobrze. Sytuację uratowali Beyo i Rattlerr. Ten pierwszy dał sobie nawet wcisnąć dwie moje karty na krechę. Wywiązała się dyskusja o metodach współdziałania Dominium z zagrywającymi za darmo Ketracel Son'a. Niemniej wszyscy zgadzali się, że przy udziale J.C. spotkanie byłoby ciekawsze. Dość istotna część spotkania upłynęła na rozmowach o twórczości Tolkiena, co niezmiernie zadowoliło Krzycha. Kazah spytał o godną polecenia książkę fantasy, przy czym odrzucił Silmarilion i Władcę Pierścieni, zasługując sobie tym na powszechne potępienie. O tym pierwszym dziele zaczęliśmy rozmawiać przy okazji problematycznej kwestii wpisania do akt wieku Dantego (czy w Starfleet Medical nie rozumieją, że przedstawiciele jednych ras się rodzą, a innych - budzą w pobliżu zbiorników wodnych?). Po owej rozmowie pozostał mi jeden wniosek: kiedyś musimy drużynowo wziąć udział w konkursie tolkienowskim na konwencie. Beyo wspomniał o pomyśle na odcinek podanym na LG przez Atlantisa. Próba przemienienia tego w zarys scenariusza skończyła się zaskakująco trekową jak na nasze spotkanie dyskusją o Wolkanach. Rattlerr zdał raport z obecnych prac Ambasady tej wspaniałej rasy, a po kilku minutach perswazji dał się zwerbować na stanowisko oficera naukowego U.S.S. DragonAss. Niezwłocznie przystąpiliśmy do tworzenia karty CCG. Było z tym sporo zabawy, zwłaszcza, że przypadkiem wyszła karta trzecia pod względem przydatności w dodatku DragonAss, z sześcioma skillami i sumą atrybutów 24. Zdecydowanie nie należy tworzyć kart na spotkaniach. Przed 21 spotkanie weszło w końcową fazę. Stwierdziłem, że czas najwyższy, bowiem zaczynałem już słyszeć w otoczeniu dźwięki z LCARS-a. Szczęśliwie dla mojej wolkańskiej równowagi okazało się, że to komórka TV-isa z ulepszonym zestawem dźwięków (dla przykładu głos komputera mówiący "incoming transmission" w charakterze dzwonka). Opuściliśmy KFC i rozeszliśmy się w swoje strony, żywiąc nadzieję na powrót frekwencji do poziomu 15-20 osób od następnego spotkania.
|