TrekSfera 2011 - Raport Głownego Inżyniera USS Posnanii.
Wpisany przez Wookie   
Niedziela, 09 Październik 2011 19:08

Hasło wyprawy: "Przepraszam, czy mam zrobić gnój??"

Czwartek, 21 lipca 2011

Punkt 11 w telefonach załogi oddelegowanej na misję TrekSfera 2011 rozbrzmiały dziwne, złowieszcze głosy niewiadomego pochodzenia, mówiące: "IT'S TIME!!". Był to jednak niewątpliwe sygnał do rozpoczęcia wyprawy. Dowództwo całej operacji przejął sam kapitan USS Posnanii Mavis, któremu towarzyszyli Oficer Dyplomatyczny Bartas, Główny Inżynier Wookie, Julka oraz Marlenka. Gotowi i pełni zapału do jazdy szybko skonfigurowaliśmy komputer nawigacyjny i zintegrowaliśmy go z systemami pokładowymi "Delta Flyera". Przed wyjazdem trzeba było jeszcze tylko rozstrzygnąć jedną kwestię... mianowicie kto jedzie z Mavisem w jego kapitańskim wahadłowcu. Oczywiście wszyscy zgłosili się na ochotnika, nawet ja, mimo że byłem pilotem Delta Flyera, więc trzeba było jakoś rozwiązać ten problem. Na pomoc przyszła nam stara ziemska gra: "Papier, Kamień, Nożyce, Jaszczurka, Spock". Wygrał Bartas i to on jako pierwszy był skazany na... yyyy to znaczy zaszczycony podróżowaniem z naszym kapitanem. Załoga szybko zajęła miejsca na pokładach promów i rozpoczęliśmy wyprawę.

W mniej więcej połowie drogi, w Kole, mniej lub bardziej demokratyczną decyzją postanowiliśmy uzupełnić proteiny. Okazało się to błędem strategicznym. Wskazana przez tubylca knajpa była całkowicie oszołomiona natłokiem 5 klientów w tym samym czasie, zamawiającym 1 (słownie jedną) dużą pizzę oraz 1 (słownie jedną) karkówkę z grilla, co spowodowało prawie godzinne oczekiwanie na zamówienie, za które nie można było zapłacić, bo oczywiście terminale płatnicze wyraźnie tam jeszcze nie dotarły, a biedna i jedyna pani w obsłudze nie miała jak wydać... Oczywiście tak duże zamówienie spowodowało, że nie do końca dostaliśmy to co zamawialiśmy. Być może było to spowodowane tym, że w między czasie do jadłodajni przyszła druga, tym razem 6-osobowa grupa... to musiało przytłoczyć personel. W każdym razie zamiast kuleczek puree, do karkówki podano Julce frytki, dzięki czemu zrodziło się hasło przewodnie wyprawy USS Posnanii na TrekSferę 2011... Oburzony lekko tą sytuacją, zapytałem Julkę: "przepraszam, czy mam zrobić gnój??". Nie wiedzieć, czemu wszyscy ryknęli śmiechem :D Oczywiście jako reprezentanci Gwiezdnej Floty rzeczonego gnoju nie zrobiliśmy, jednak całe posilanie się trwało około 2 godzin. Dotarcie na konwent na czas stało się mało realne, ale wciąż możliwe. Nie doceniliśmy jednak przeciwnika, jakim była aglomeracja warszawska... ostatnie 40 kilomentrów przejechaliśmy w zawrotnym tempie 20 km/h, co ostatecznie sprawiło, że na Avangardę dotarliśmy chwilę przed 19-tą.

Akredytacja i meldunek do pokojów w akademiku przebiegł bardzo sprawnie. Pochwała należy się dla organizatorów przede wszystkim, za samą możliwość noclegów za dość niewielkie pieniądze we względnym komforcie. Co więcej, nasze prośby o rozlokowanie pokojów obok siebie również zostały spełnione, a jak się potem okazało więcej treksferowiczów znalazło się w jednym sąsiedztwie. Szybko rozlokowaliśmy się w pokojach i szybko udaliśmy się do sali trekowej. Pierwsza prelekcja na jaką zdążyliśmy to "TAS - co to je i z czym to się je?" autorstwa Q__. Temat dosyć ciekawy i raczej mało popularny wśród fandomu. Prowadzący opowiadał interesująco, skupiając się na przeglądzie nowych ras, które dzięki animacji mogły zagościć na ekranie. Jedyne, co mogło w wykładzie przeszkadzać, to posiłkowanie się podczas wypowiedzi Internetem, a dokładnie memory-alph'ą. Moim skromnym zdaniem, jeśli już przygotowuje się takie wystąpienie i w planie jest pokazanie jakichś grafik, fotografii, czy innych obrazów, to prezentacja jest niezbędna. Natomiast przeklikiwanie się przez stronę, wyszukiwanie odpowiednich ras w wyszuiwarce, budziło wrażenie braku przygotowania, co kontrastowało z samą treścia wypowiedzi, która była spójna i udowadniała biegłą znajomość tematu przez prelegenta. Na koniec pierwszego dnia czekała jeszcze prelekcja Fluora "Język klingoński - tlhIngan Hol - fakty i mity", na której jak zawsze dowiedziałem się kolejnych ciekawostek na temat języka klingońskiego. Prowadzący szybko i bez zastanowienia odpowiadał na wszelkie pytania ze strony publiczności, głownie sprowadzające się do przetłumaczenia czegoś na ten niezwykły język. Oficjalna część pierwszego dnia TrekSfery została zakończona, ale zabawa dopiero się zaczynała.

Na sali szybko zlokalizowaliśmy śląskich Borgów, z którymi, biorąc przykład z Katarzynki i Voya, szybko uzgodniliśmy wspólny plan działania - piwo. Temat oczywiście podłapali pozostali zainteresowani trekkerzy i udaliśmy się do knajpy konwentowej z przystankiem, rzecz jasna, na kebabaLaughing Zaczęły się długie dyskusje oczywiście głównie na tematy star trekowe, czas leciał bardzo szybko. Nawet nie zorientowałem się, a już imprezę przenosiliśmy do akademika (bo dostaliśmy złe dane wywiadowcze o wczesnym zamykaniu dostępu do budynku sypialnianego). Na placu boju została cała delegacja USS Posnanii oraz Borgowie. Rozmowy na temat wyższości DS9 nad innymi seriami, StarGate'a z O'Neillem nad tym bez McGyvera i tak dalej. Dla nas dzień zakończył się o 4 nad ranemLaughing

Piątek, 22 lipca 2011

Wstać na pierwsze prelekcje na 10:00 było oczywiście wyzwaniem, ta sztuka udała się jedynie mnie i Julce. Udaliśmy się wysłuchać wykładu na temat "Dalekich podróży kosmicznych". Prowadząca była na początku mocno zestresowana występem, ale ostatecznie się rozkręciła i poprowadziła całkiem ciekawą prelekcję, w której nie obawiała się też podyskutować ze słuchaczami. Warto też podkreślić, że każde pytanie zadane przez publikę doczekało się rzetelnej odpowiedzi. Następnie całą już poznańską ekipą udaliśmy się na kolejny bardziej naukowy niż science-fiction wykład: "Patrzeć nie równa się
widzieć. Cyfrowa analiza obrazów". Temat nie był mi obcy - z podobnego tematu pisałem pracę magisterską,  jednak prowadzący bardzo ciekawie opowiadał i nieliczni słuchacze na pewno byli zadowoleni że wybrali akurat tą pozycję w programie.

O 12:00 przenieśliśmy się już do sali TrekSferowej, aby posłuchać prelekcji Krystiana Aparty i jego kuzyna Karola: "Autyzm, Asperger, Spock, Data i Seven of Nine". Był to bardzo ciekawy, świetnie przygotowany i przedstawiony punkt programu. Najpierw prelegent nakreślił w zrozumiały sposób słuchaczom czym jest autyzm i zespół Aspergera, w drugiej części natomiast przeszedł do analizy poszczególnych postaci ze Star Treka. Do każdego wyszukanego przykładu znalezione były adekwatne cytaty, które potwierdzały tezę, że poszczególne postacie mogłyby mieć wspomnianego Aspergera. Poza tym było też miejsce na dyskusję z żywo zainteresowaną tematem publiką oraz filmem z konferencji dla autyków, w której o zespole Aspergera opowiada znana naukowiec cierpiąca na tą łagodniejszą odmianę autyzmu. Osobiście była to dla mnie najciekawsza prelekcja tego konwentu. Duże brawa dla Krystiana i Karola.

Pełni wrażeń postanowiliśmy skonsumować posiłek godny głodnego Trekkera. Plan był z założenia prosty: Szukamy konwentowego bufetu jemy szybko coś dobrego i wracamy na "Trekowe Haiku". Niestety plan upadł. Po godzinie szukania, okazało się, że na terenie Avangardy nie ma czegoś takiego jak bufet. Co więcej na samej informacji zdania na ten temat były podzielone, natomiast sam informator zachęcał do korzystania z "domowych obiadów" w ów bufecie. Wielki, wielki minus organizacyjny. Na szczęście Dzikowy nas uratował i wskazał drogę do "Chińczyka". Knajpa była całkiem niedaleko, a jedzenie bardzo dobre i niedrogie (bo każdy Poznaniak to zakamuflowana opcja ferengijska Laughing ). Smakowało nam tak bardzo, że również następnego dnia zamówiliśmy obiad właśnie z tego miejsca.

Z wielkiej wyprawy po pożywienie wróciliśmy w sam raz na "Kalambury i tabu w klimacie Star Trek" prowadzone przez Krystiana i Karola. Reprezentacji WOGFu nie mogło zabraknąć w tak prestiżowych zawodachLaughing Drużynę wystawiliśmy w składzie: Mavis, Bartas i jaSmile Zasady konkursu były bardzo proste rundy kalamburów i tabu następowały na przemian. Pech chciał, że byliśmy pierwszą w kolejce drużyną... Pierwsze hasło kalamburowe: "William Shatner jest Kanadyjczykiem"... masakra, ja zgłosiłem się do pokazywania. Samą osobę nawet szybko chłopaki z drużyny odgadnęli, ale później było tylko gorzej... Jak pokazać Kanadyjczyka... Sam starałem pokazać liść klonowy, śpiewanie hymnu narodowego itp. Moja drużyna natomiast starała się jak mogła: Bartas kombinował ostro, natomiast Mavis dość ostro forsował teleportację... Jaki to miało związek z Shatnerem?? sam do teraz nie wiemLaughing W każdym razie łatwo się domyślić, że w pierwszej rundzie nie zapunktowaliśmy. Potem było lepiej. W kalamburach zastąpił mnie Mavis, natomiast w tabu ja zgadywałem, Bartas opisywał i tutaj całkiem nieźle nam szło. Nasze zgranie jako klub mocno owocowało. Ostatecznie Byliśmy 3 ex aequo, ale niestety w dogrywce polegającej na "Kamień-Papier-Nożyce-Jaszczurka-Spock" polegliśmy. Metoda dogrywki dyskusyjna, ale prowadzący nie mieli już za wiele czasu, a zabawa i tak była przednia, a to jest przecież najważniejsze.

Następnym punktem programu był nasz WOGFowy "Taktyczny konkurs wiedzy o Star Treku". Frekwencja była wysoka, poziom jeszcze wyższy. Walka była zacięta, a uczestnicy dysponowali wiedzą nawet o naszym klubie, co nas bardzo ucieszyło. Mamy nadzieje, że pytania nie wzbudziły wśród konkursowiczów  zbyt wielu kontrowersji i zapraszamy na nasze konkursy w przyszłości:D Po naszym konkursie przyszedł jeszcze czas na "Antyutopie - fantastyczne przestrogi" Dzikowego, jednak mimo chęci, żaden z nas nie czuł się kompetentny, aby uczestniczyć w tej prelekcji, także bardzo szybko ewakuowaliśmy się z sali Trekowej udając się na kolacje i integrujące piwko do knajpy konwentowej. Można spokojnie powiedzieć, że trekkerzy opanowali niemalże zupełnie lokal, a wszelkie próby zaistnienia miłośników piosenki krasnoludzkiej w żaden sposób nie uzyskały poparcia. Oczywiście około północy impreza przeniosła się do akademika, gdzie znów dyskusje na tematy wszelkie toczone były do białego rana.

Sobota, 23 lipca 2011

Podobnie jak w piątek, przenosząc dobre praktyki z maszynowni utrzymaliśmy z Julką dyscyplinę i wstaliśmy na pierwsze prelekcje Avangardy. Na początek postanowiłem sprawdzić się w "Konkursie wiedzy o The Simpsons". Zanim zdążył się rozpocząć udało mi się namówić kapitana i Bartasa, aby się też spróbowali. Nie skromnie powiem, że udało mi się wygrać, nie odpowiadając jedynie na jedno pytanie. Tym samym, w końcu zasililiśmy kasę klubową o kilka szelągów. Niestety reszta załogi nie przedarła się do miejsc premiowanych, ale i tak wszyscy dobrze się bawiliśmy, między innymi dzięki niejakiemu Paradoxowi - niezwykle barwnej postaci i jak się potem dowiedzieliśmy i niestety mieliśmy jeszcze okazję tego doświadczyć - uczestnik niemal każdego konkursu na konwencie. Konkurs był bardzo dobrze przygotowany - dużo pytań z podstawowym podziałem na łatwe, średnie i trudne i trzeba przyznać, że autorzy bardzo dobrze sklasyfikowali każde pytanie do odpowiedniego poziomu trudności. Prowadzący wykonali kawał dobrej roboty.

Niestety, po konkursie musieliśmy się udać się wraz z organizatorami udać się do skepiku z nagrodami po walutę konwentową. Oznaczało to wycieczkę na 3 piętro gmachu budynku. Pozostała część załogi solidarnie postanowiła pójść ze mną w ramach eskorty. Cała akcja trwała jakieś 15-20 minut, a po wszystkim Bartasowi i Mavisowi zaczęły przychodzić do głowy dziwne pomysły i biegać po niemalże pustych korytarzach tej kondygnacji strzelając do siebie z fazerów. Oczywiście szkoda było zmarnować taką okazji, więc szybko wziąłem kamerę Mavisa i zacząłem całą akcję kręcić. Szybko wszyscy podłapali temat i zabraliśmy się do kręcenia całkowicie improwizowanego filmiku. Całość zajęła nam około 2 godzin, w trakcie których bawiliśmy się świetnie. Efekty tej naszej niespodziewanej zabawy, mam nadzieje, będzie można prędzej czy później zobaczyć na naszym kanale YouTube. W trakcie naszych wybryków, nie wiadomo jak i nie wiadomo skąd pojawiła się Vanja. Cytując Monty Pythona: "radości nie było końca". Co więcej, dzięki tej niespodziewanej produkcji, mieliśmy niezły trening przed "Projektem Orion Pax", który mieliśmy prowadzić już za parę godzin.

Po zakończeniu południa zdjęciowego, wszyscy doszliśmy do wniosku, że dość pilnie trzeba uzupełnić węglowodany w organizmie. Odbyła się szybka narada i mieliśmy już plan działania: zamawiamy "Chińczyka" do akademika tak, żeby zdążyć na "Star Trekowe 1 z 10", które organizował eMpir. Jedzenie dotarło na styk, co zaowocowało, że lekko się spóźniliśmy na konkurs, przez co tylko Bartas mógł wziąć udział - na resztę z nas nie było miejsca - w końcu tylko 10 osób mogło wziąć udział. Pytania były różne i raczej mocno tendencyjne, często za to podchwytliwe w stylu oryginalnego teleturnieju prowadzonego przez Tadeusza Sznuka. Mógłbym się jedynie przyczepić do jednego, kuriozalnego wręcz według mnie pytania: "Czy Gwiezdna flota jest organizacją militarną?". Pomijając już prawidłową odpowiedź na to pytanie, które nurtuje fandom od zarania dziejów, nie można takich kontrowersyjnych pytań zadawać na konkursie. Poza tym zasady odbiegające od pierwowzoru również mi nie przypadły do gustu. Mianowicie prowadzący postanowili punktować prawidłowe odpowiedzi już od samego początku, co całkowicie zmienia sens konkursu. Zamiast eliminować uczestników, można było dać przeciwnikom niezłą premię. Na przykład: Posnania mogła siebie tylko ciągle wyznaczać, żeby nabić sobie punkty. Na szczęście biorący udział w konkursie trekkerzy byli bardzo uczciwi i nie wykorzystywali tej luki w systemie - wyznaczali się całkowicie po równo. Bartasowi niestety nie udało się zakwalifikować do finału, ale trzeba było mu wybaczyć, był w fazie trawienia, a trawienie u zmiennych nadal jest zagadką :)

Następnym punktem programu był "Orion Pax", czyli kręcenie zdjęć do pierwszego tak długiego filmu Wielkopolskiego Oddziału Gwiezdnej Floty. To była bardzo ciężka praca, szczególnie dla asystentów (Marlenki, Bartasa i mnie), którzy próbowali ogarnąć całe przedsięwzięcie: odpowiadać na wszelkie pytania aktorów, organizować wszystko na potrzeby danych scen, no i przede wszystkim pilnowanie reżyseraSmile Całość nie udałaby się bez świetnej kadry aktorskiej złożonej ze śmietanki polskiego fandomu Star Treka, których cierpliwość i poświęcenie podziwiam do terazSmile Efekt w chwili pisania tego raportu już można oglądać na naszym kanale YouTube. Zdjęcia zajęły nam trochę więcej czasu niż planowane 2 godziny, dlatego niestety całej ekipie filmowej nie udało się dotrzeć na prelekcję Waterhouse'a "Trek w Polsce - 20 lat po". Mieliśmy dzięki temu trochę czasu na ochłonięcie przed kolejnym naszym punktem programu - "Technobełkotem". 

To już była czwarta edycja naszej flagowej atrakcji. Tym razem, na ławie jury obok członków WOGFu w postaci Bartasa i mojej skromnej osoby, zasiedli laureaci dwóch pierwszych Technobełkotów to jest Physaruis oraz Krystian. Bój oczywiście był zacięty - w końcu do walki stanęli sami trekkerzy, a więc ludzie, którym technobełkot nie jest obcy SmileTradycyjnie przepraszaliśmy za naszego kapitana, było dużo dobrej zabawy i śmiechu. Tym razem (a nawet można by rzec: w końcu) wygrała Vanja, która jednocześnie zadeklarowała, że to był jej ostatni udział w konkursie. Mamy nadzieje, że nie dotrzyma słowaLaughing Na koniec sobotniego programu w sali Treksferowej odbyła się jeszcze prelekcja "Świry w kosmosie". Temat w prawdzie ciekawy, jednak zdecydowanie za krótki. Zaproszony gość wykonał szybki przegląd ras z uniwersum Star Treka pod kątem ich profilu psychologicznego. Ciekawie się zapowiadało, ciekawy wstęp mimo przykładów równie z Gwiezdnych Wojen (co moim zdaniem, na konwencie trekowym troche nie przystoi), ale niestety na tym się skończyło. Kiedy spodziewałem się rozwnięcia tematu prelegent nagle go zakończył. Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę dobrze.

Nie pozostało nic innego, jak tylko pójść zjeść kolację i kontynuować integrację w konwentowej knajpie. Jak się okazało podobny priorytet jak i cel obrali sobie również inni trekerzy, dzięki czemu mogliśmy zjeść pizzę nie tylko w swoim poznańskim towarzystwie, ale także wraz z Krystianem, Karolem, Scimitarem, Qlasem oraz śląskimi Borgami. Później niemalże przeteleportowaliśmy się do lokali, gdzie była już pozostała część TrekSferowców. Nie muszę chyba po raz kolejny zachwalać jak dobrze bawiliśmy się sącząc piwko i dyskutując na tematy bardziej lub mnie związane ze Star Trekiem. Na wspomnienie zasługuje jeszcze jedno wydarzenie podczas tego wieczoru. Mianowicie postanowiliśmy trochę pocieszyć wielkiego nieobecnego TrekSfery 2011, czyli Deltę, więc wykrzyczeliśmy mu wszyscy w słuchawkę telefonu głośne "Live Long And Prosper". Z powodu różnic czasowych i odległości, podobnej niespodzianki postanowiliśmy nie robić Raiderowi :P. Około północy, tradycyjnie już przenieśliśmy imprezę do akademika, gdzie tym razem spokojniej, bo tylko do 3 w nocy. Tym razem dołączyła do nas Vanja, która jak się okazało również miała pokój po sąsiedzku. Tak oto zakończyliśmy ostatnią noc TrekSfery 2011.

Niedziela, 24 lipca 2011

Ostatni dzień konwentu przebiegł raczej spokojnie i mało trekowo. Julka i ja postanowiliśmy wziąć udział w konkursie muzyki poważnej, na który prowadzący spóźnił się zaledwie 2 godziny :P Dzięki ogromnemu szczęściu i niskiej frekwencji udało mi się zająć ex aequo pierwsze miejsce, natomiast Julka stanęła na ostatnim miejscu podium. Dzięki temu kasa klubowa wzbogaciła się o kolejne szelągi. Dodatkową walutę w międzyczasie wywalczyli pozostali członkowie załogi na "Konkursie wiedzy o Bundych". Dumnie zajęli wszystkie miejsca podium - gratulacje. Dzięki temu Wielkopolski Oddział Gwiezdnej Floty wyjechał z Warszawy bogatszy o 4 planszówki. W prawdzie w sklepiku trzeba było się troche potargować, ale nie z poznaniakami takie numeryTongue out Kilka plastrów sera i kilka wafelków zawsze działa Laughing

Oficjalnie, konwent zakończyliśmy pożegnaniem się z wszystkimi Trekkerami obecnymi jeszcze w sali TrekSferowej. Ciężko było się rozstawać ze Star Trekową bracią z całej Polski, tym bardziej, że przeżyliśmy kilka naprawdę ciekawych i miłych dni. Do samochodów wsiadaliśmy myśląc już o kolejnej edycji TrekSfery. Pobyt w Warszawie zwieńczyliśmy pożywnym, tradycyjnym, staropolskim jadłem - schabowym z pyrami i kapustą Laughing Dzięki temu podróż do Poznania, była całkiem spokojna. Niestety wraz z nami przywieźliśmy tego dnia do stolicy Wielkopolski deszcz. Całą misję wypadową zakończyliśmy w tym samym punkcie co ją rozpoczęliśmy 3 dni wcześniej - pod rezydencją Bartasa i Marleny.

Wyprawę uznaję za bardzo udaną. Nowe miejsce sprawdziło się prawie całkowicie. Jedyne co można skrytykować, to może zbyt duże rozsianie poszczególnych sal po gmachu budynku SGGW. Nie dało się uniknąć też wpadek organizacyjnych - brak bufetu i informacji na temat darmowych noclegów  na tydzień przed imprezą to wręcz skandal. Za to sama atmosfera TrekSfery, ludzie z którymi ma się okazję spotkać praktycznie tylko podczas tych kilku dni w roku, są bezcenne i to jest zaleta takiego wyjazdu, której nie przysłoni żadna wpadka organizatorów. Miejmy nadizeję, że Trekkerów wciąz będzie przybywało w naszym pięknym nadwiślańskim kraju, a TrekSfera rozrośnie się do samodzielnej, wielkiej imprezy o której będize głośno nawet w całej Europie, a coLaughing

 

 

Autyzm,
Asperger,
Spock, Data i
Seven of Nine
 

Wydarzenia


W najbliższym czasie nie ma ważniejszych wydarzeń.
nextEvent by JoomlaLoft

Twitter

WOGF: Lista 10 njaciekawszych napędów szybszych od światła znanych z science-fiction. http://t.co/Fm7O3NY2 via @PopMech
WOGF: James Doohan zmierza do gwiazd... http://t.co/rw0ELpYR via @TrekMovie
WOGF: O godz.10.55 powinien nastąpić start statku Dreagon firmy Space X. Na pokładzie znajdują się m.in prochy Jamesa Doohana via @kosmonauta_net

Aktywność

Brak
Valid XHTML & CSS | Template Design ah-68 modified by Wookie | Copyright © 2009 by Firma
USS Posnania jest umieszczona na serwerze i działa dzięki firmie IT.integro